Maria Kosecka – “słomiana laleczka”

Maria Kosecka – ” słomiana laleczka ”

Na portalu Elbląg 24 znalazła się kolejna „arcyinteligentna” publikacja Marii Koseckiej dotycząca Góry Chrobrego i Bażantarni. Niestety, moja cierpliwość dla bredni jakie wygaduje pani radna się kończy bo jakimże trzeba być idiotą by mieszkając w Elblągu nie wiedzieć, że Góra Chrobrego, Gęsia Góra i teren aż po cmentarz Dębica to część Bażantarni? Czy dla pani Koseckiej nie jest wiadomym, że są to nie tylko tylko punkty na mapie miasta ale i jego największe, po likwidacji kąpieliska miejskiego na ul. Spacerowej, atrakcje?

Maria Kosecka: Prezydent jest gorliwym orędownikiem zakupu urządzeń od plajtującego przedsiębiorcy

 

„Nie możemy pozwolić aby dorobek wielu pokoleń elblążan popadał w ruinę” pisze radna, która w roku 2012 będąc w klubie radnych Platformy Obywatelskiej nie uczyniła nic by, bodaj największe w Polsce otwarte kąpielisko miejskie, które przetrwało nawałnicę wojenną i pół wieku Polski Ludowej, ocalić od likwidacji?

Ale nie jest to jedyna bzdura, która panią Kosecką ośmiesza – jest ich w jej tekście więcej. Wypada zatem inteligencję naszej słomianej blondynki wesprzeć informacjami, których -jak zawsze -nie miała czasu zdobyć, a być może nie zrozumiała, co z nich wynika.

Od końca wojny Góra Chrobrego stanowiła centrum narciarskie, a Gęsia Góra stanowiła centrum saneczkarskie i była centralnym miejscem zimowych zabaw dzieci z całego miasta. W zimowe popołudnia był tam spory tłok, a w latach 70-tych zapadła decyzja o sztucznym doświetleniu trasy toru saneczkowego. Do dziś na Gęsiej Górze można zobaczyć kikuty po lampach, które pół wieku temu uczyniły z tego miejsca atrakcję dla wszystkich dzieciaków w mieście.

 

 

Czy pani Maria Kosecka zrobiła cokolwiek by tor saneczkowy nie popadł w zapomnienie? O ile wiem to nie, ale być może jestem w błędzie. Mam jednak wrażenie, że jedyna aktywność pani radnej to pisanie płomiennych interpelacji i ich bardzo nudne odczytywanie na kolejnych sesjach czy posiedzeniach. Pierwsza edycja budżetu obywatelskiego rozpisana przez Grzegorza Nowaczyka w roku 2011 przyniosła pierwszą ze zmian – dwie osoby zgłosiły projekt rewitalizacji Gęsiej Góry i mieszkańcy Elbląga pomysł ten poparli. Problem jednak w tym, że sześć lat po wygranej projekt nadal nie jest zakończony i nigdy nie został oddany do użytku. Nadal brak w nim systemu monitoringu, który wnioskodawcy wpisali w projekt i którego montażu konsekwentnie żądają. Swoją drogą ciekawe, ile potrwa ta najdłuższa realizacja i czy Elbląg dokona oficjalnego otwarcia tego obiektu zanim zostanie on całkowicie zniszczony przez czas i wandali, których niestety w naszym mieście nie brakuje?

 

Ale to nie koniec epopei o niszczeniu, bo jeden z wnioskodawców projektu rewitalizacji Gęsiej Góry w rok później złożył drugi wniosek – właśnie o rewitalizację toru saneczkowego, który początek swój brał właśnie ze szczytu wzniesienia. Niestety, służby Prezydenta Elbląga uznały, że inwestycja jest za droga, choć tak naprawdę wymagała tylko wycięcia kilkunastu krzaków jakie wyrosły w świetle ziemnego toru, którego bieg od pół wieku nie zmienił się wcale. Kto i jak wycenił te prace nie wiadomo, wiadomo natomiast, że dokładnie ten sam projekt Przewodniczącemu Rady Miasta Markowi Pruszakowi zgłosiła Młodzieżowa Rada Miasta czyli ludzie, którzy z racji wieku nigdy działającego toru saneczkowego nie widzieli. Jest więc tor saneczkowy jedną z legend miejskich i jego wspomnienie idzie przez czas i pokolenia. Problem tylko w tym, że bezradni w swej bezsilności radni pokroju Marii Koseckiej potrafią tylko narzekać i pisać interpelacje, a jedyny ich mandat do zasiadania w radzie miejskiej to podły proceder handlowania miejscami na listach wyborczych bo, dzięki proporcjonalnej metodzie wyboru radnych, o sukcesie lub porażce wyborczej decyduje tylko numerek na liście kandydatów i partyjny szyld, który nad ową listą hańby się znajdzie.

Ale jest jeden przykład pokazujący, że nie zawsze tak jest – jest nim radny, pan Jan Redzimski, który zdecydował się na zerwanie z handlowaniem numerkami i wpisał się na ostatnią, dziesiątą pozycję listy kandydatów Prawa i Sprawiedliwości. Jak widać, prawdziwa cnota krytyk się nie boi i za nic ma personalne kalkulacje i metodę D’Hondta.

 

 

 

Nazwisko pana Jana Redzimskiego nie jest tu przypadkowe – to dzięki jego staraniom w tym roku udało się oświetlić Krzyż Katyński na Cmentarzu Agrykola za pomocą paneli fotowoltaicznych i lampy ledowej, a właśnie o takie rozwiązania na Gęsiej Górze toczy się siedmioletni spór z urzędnikami elbląskiego magistratu. I nie mają znaczenia nazwiska tych, którzy te rozwiązania postulują, bo rzecz nie w tym by sławę i chwałę komuś przypisać lecz by tor saneczkowy oczyścić i oświetlić, montując na słupach z panelami kamery monitoringu miejskiego.

„Nie zamierzam się licytować co jest dla miasta i jego mieszkańców ważniejsze cała Bażantarnia, czy też jej część Góra Chrobrego. Jednak chociażby poprzez kryterium sezonowości korzystania ze stoku (przy srogiej zimie 2 miesiące) i całorocznej możliwości korzystania z całego parku Bażantarnia (spacery, biegi, rowery) wybór analityka jest prosty.”- pisze dalej nasza radna, ale niestety, dokonując dezercji z pola sporu, na którym jako radna winna być obecna, nie zdaje swojego mandatu. To, czy warto inwestować w remont szlaków i mostków czy w zakup wyciągu na Górze Chrobrego, jest najważniejszą decyzją rady w tym roku bo to, czego pani Maria Kosecka ani Rafał Traks nie rozumieją, to właśnie to, że albo obiekt zostanie w ruchu albo ze sportowej i turystycznej mapy miasta zniknie kolejne kultowe miejsce i nikt za te pieniądze go już nie uruchomi.

Zdaniem pani Koseckiej wybór analityka jest prosty… No cóż mam wrażenie, że o analityce pani Kosecka wie mniej więcej tyle, co afrykańska małpa o grenlandzkim śniegu.

Analityk patrzy na zjawiska gospodarcze z ołówkiem w ręku. Obiekty na Górze Chrobrego są użytkowane przez 5 lat. Ich koszt to 6 milionów złotych. Wartość odpisów amortyzacyjnych to 25 % nakładów, nie trudno zatem wyliczyć, że księgowa wartość obiektów na Górze Chrobrego to około 4,5 miliona złotych. Ale sprzedając owe urządzenia na rynku trzeba je zdemontować przewieźć i zamontować, a to w sprawie urządzeń dźwigowych objętych nadzorem UDT nie jest tanie.

Może zatem faktycznie warto zapomnieć o Górze Chrobrego i torze saneczkowym, a potem pisać kolejne płomienne interpelacje nawołujące rodziców by zabierali dzieciom komputery i komórki i zmuszali je do ćwiczeń sportowych? Analityk, nawet niezbyt rozgarnięty powie, że prościej stworzyć dla dzieci takie atrakcje, z których same zechcą korzystać, ale takich analityków, jak widać, pani Kosecka nie zna.

I co ciekawsze, pomimo dotkliwej lekcji prawa jakiej udzieliłem jej kilka lat temu, gdy „jako komisja” usiłowała zabronić mi nagrania jednego z posiedzeń, nadal nie zna zasad funkcjonowania rady miejskiej. Dwa lata temu reformowaliśmy Statut Miasta. Podczas tej reformy zwracałem uwagę, że żadna ze spraw jakie rozpoznaje rada nie może być tajna ani niejawna właśnie dlatego, że przy procedowaniu nad każdą z nich może być obecny wyborca i może nagranie z procesu decyzyjnego upublicznić. Jak widać, pomimo upływu lat nasza platynowa blondynka nadal nie rozumie, że proces negocjowania ceny zakupu wymaga zachowania pewnych danych w tajemnicy i niedopuszczenia by stały się one tajemnicą poliszynela. Owo określenie to tajemnica handlowa i właśnie z tego powodu Witold Wróblewski musiał powołać specjalną komisję, która może pracować w trybie niejawnym i omawiać dokumenty niejawne i tajne, stanowiące tajemnicę negocjacji.

Żadna komisja rady miejskiej nie ma w chwili obecnej prawa swoich obrad utajnić i w związku z tym, żadna z nich nie ma zdolności do prowadzenia negocjacji handlowych, a za ten stan rzeczy ponoszą odpowiedzialność radni Prawa i Sprawiedliwości, którzy wraz z panem Fedorczykiem nie uwzględnili w Statucie zapisu, który umożliwiłby wyłączenie jawności obrad komisji czy rady w sprawach zbyt drażliwych czy intymnych by omawiać je publicznie.

Tymczasem słomiany zapał radnej Koseckiej kończy się wraz z jej kadencją. Senator Jerzy Wcisła raczej z panią Marią Kosecką rozmawiać już nie zamierza, zatem nie znajdzie ona miejsca na listach wyborczych Platformy Obywatelskiej. PiS raczej też nie zechce jej osoby jako kandydatki w wyborach samorządowych gdyż porzuciła tę partię w czasie, gdy jej notowania leciały w dół. A jak wiadomo Jarosław Kaczyński zdrady nie wybacza. Pani Koseckiej zostali podobni jej autsajderzy i nie ma się co dziwić, że jej wynurzenia publikuje tylko pan Marcin Pszczółkowski na portalu Elblag 24.

Mariusz Lewandowski

Facebook

1 Trackback / Pingback

  1. Mariusz Lewandowski o radnej Marii Koseckiej i Górze Chrobrego – Elblog.pl

Komentowanie jest wyłączone.